strefa dobrego humoru kawały
dowcipy śmieszne kawały śmieszne dowcipy

Kategorie

blondynki [200]
o bacy [133]
o władzy [96]
po alkoholu [136]
ta teściowa [47]
z cyklu przychodzi baba [75]
zagadki [170]
inne [1432]


Polecamy

przeprowadzki warszawa
meble
wywóz mebli warszawa
darmowe ogłoszenia


Losowe dowcipy

Siedzi koleś w restauracji, woła kelnera i mówi: - Niech pan spróbuje tej zupy. - Za ciepła? - pyta kelner....



Staruszek pyta żonę: - duszko nie widziałas mojej sztucznej szczęki? - jest w kuchni, patelni nie mogłam doszorować. ...



Polscy kibice wołają: - POLSKA GOLA! A cudzoziemcy złośliwie dodają: - I WESOLA! ...



Dziadek parkuje starego rzęchowatego maluszka pod sejmem. Wyskakuje ochroniarz: - Panie, zjeżdżaj pan stąd! To jest sejm, tu się...



Wiosna. Mały niedźwiadek wytacza się z jaskini. Jest wychudzony, ledwie stoi na łapkach, oczka ma podkrążone. Zaniepokojona mama niedźwiedzica pyta:...



- Czym się różni dom śmiechu od rzeźni? - No bo w domu śmiechu robią rzeźnię na wesoło! ...



- Kto jest bardziej pracowity: mrówka czy pszczoła? - Oczywiście, że mrówka! Przynajmniej nie traci czau na bzykanie! ...



Na księżycu ląduje pierwsza amerykańska, załogowa ekspedycja. Nil Armstrong wychodzi ze statku, a tu nagle zza kamienia wyskakuje trzech gości...



Dlaczego bocian stoi na jednej nodze? -Bo jakby podniosl druga to by się przwrócił ;D ...



Do kącika porad dzwoni kobieta: - słuchajcie mam na strychu skunksa, jak się mam go pozbyć? - niech pani usypie...



Kierownik sklepu uczy młodych sprzedawców jak powinno się obsługiwać klientów. - Patrzcie i uczcie się ode mnie Wchodzi klientka: -...



jak małe dziecko mówi hóżdawka? hójawka ...



Umiera teściowa przy niej stoi zięć.Nagle teściowa mówi co za piękny zachód słońca zięć na to niech się mama nie...



Wilk i Czerwony kapturek leżą w łóżku. Wilk ćmi papieroska, Kapturek ma moralnego kaca. - Sama zaczęłaś - tłumaczy się...



Dowcipy - inne

dodano: 2012-01-03, przeglądaj inne

Czarodziejka z Księżyca
Walka przed gwiazdką

Pewnego razu w Tokio wszyscy robili przygotowania do świąt Bożego Narodzenia. Wszyscy ozdabiali swoje domy lampkami, łańcuchami i bombkami. Tymczasem w szkole wszyscy uczniowie robią kartki świąteczne.
- I co? Jak u was idą przygotowania? – zapytała Bunny.
- U mnie dobrze. – odparła Ami.
- A u mnie wszystko jest OK. – dodała Rei.
- A u mnie też jest OK. – zapewniła Makoto i mrugnęła do Bunny.
- A wysłałyście już listy do św. Mikołaja? – spytała Bunny.
- Ja już wysłałam! – podskoczyła Ami klaszcząc w dłonie.
- Tak. Akurat! – nie dowierzała Rei. – A kiedy?
- 26 grudnia. – odparła Ami lekko pokazując do niej język.
- Eee! 26 grudnia to już po świętach. – bąknęła Rei. Nagle wybałuszyła oczy.
- CO!? To ja nie dostanę czerwonej piłki do skakania w różowe serduszka;
średnica 85 cm!
- A komu potrzebna jakaś głupia piłka! – wrzasnęła Zora za jej plecami.
Czarodziejki odwróciły się.
- Zora! – ryknęła Bunny.
- Wstrętna żmija! – warknęła Ami.
- Odezwała się ta, co nie trzeba! – wybuchnęła Makoto.
- Wiecie, że w tym ja byłam grzeczna i zasłużyłam na prezent. – prychnęła Zora ze złośliwym błyskiem w oku.
- Pogrzało cię?! – ryknęła Makoto.
- Majaczysz farmazony! – warknęła Rei
- Chyba upadłaś na główkę. – syknęła Ami.
- A do tego jesteś chciwa i robisz wszystko, by dostać to co chcesz! –
ryknęła Bunny.
- Nie-e. – warknęła Zora z wściekłości.
- Ta-ak. – sprzeciwiła się Makoto.
- Nie-e!
- Ta-ak! – naciskała Rei.
- Nie-e!!!
- Ta-ak!!! – naciskała Ami.
- NIE-E!!!
- TA-AK!!!
- No to teraz zarobicie w czapę i skończy się Dzień Dziecka!!! – ryknęła Zora i wygrażając im pięściami wyszła z klasy. – Ona przegięła pałę na całej linii! – bąknęła Makoto.
Tej nocy, gdy czarodziejki słodko sobie spały, Zora, aby oczernić ich dobre imię poleciała samolotem z Tokio do Rovaniemi w Finlandii. Tam włamała się do fabryki zabawek, a potem zakradła do biura św. Mikołaja. Na biurku była była bardzo długa lista grzecznych dzieci z całego świata. Zora zaczeła nerwowo przeglądać listę. Potem wzięła ołówek i zmieniła nazwę „Lista grzecznych dzieci’’ na „Lista niegrzecznych dzieci’’. Potem cichaczem wyszła z fabryki, wsiadła w samolot i wróciła do Tokio. Następnego ranka cztery czarodziejki: Bunny, Ami, Rei i Makoto obudziły się i szybko pobiegły zobaczyć czy nie ma pod choinką prezentów. Okazało się, że dziewczynki dostały sadze. Gdy to zobaczyły – popłakały się tak mocno, że aż im łzy leciały strumieniami. - To mogła zrobić tylko Zora! – warknęły ze łzami w oczach. – Zapłaci nam za to!
Następnego dnia wszyscy koledzy i koleżanki z klasy czarodziejek mówiły,
o tym, że oni też dostali sadze.
- Tak nie może być! – ryknęła Naru, koleżanka Bunny.
- Ja nie rozumiem, o co chodzi! – wrzasnął Umino.
- Dlaczego wszyscy dostaliśmy sadze? – zapytała cała klasa.
Nie mam pojęcia. – odparła panna Haruna. – Ja również dostałam sadze.



Tym czasem czarodziejki chcąc się odpłacić szukają po okolicy Zory.
- Gdzie jest ta żmija?! – ryknęła Bunny.
- Chętnie skopałybyśmy jej tyłek za to co nam zrobiła! – odparły Ami, Rei i Makoto. Wreszcie na drodze stanęła im Zora.
- I co, cieszycie się? – przywitała je drwiąco.
- Nie mam pojęcia, o co ci chodzi! – warknęła Bunny.
- No! Z tego, że dostałyście sadze! – zarechotała Zora.
- My nie jesteśmy z tego zadowolone, lecz wkurzone! – ryknęły czarodziejki.
- A może się zmierzycie z kimś równym sobie? – zapytała złośliwie Zora.
- Z kim? Gadaj! – warknęła Ami.
- Z waszymi klonami! – odparła złośliwie Zora i stworzyła klony Bunny, Ami, Rei i Makoto. Klony przyjęły pozy gotowości do walki, a oczy im zaświeciły na czerwono.
- Pora na plan „B”. Księżycowy pryzmacie, przemień mnie! – krzyknęła Bunny i zmieniła się w czarodziejkę z Księżyca.
- Potęgo Merkurego, przemień mnie! – krzyknęła Ami i zmieniła się w czarodziejkę z Merkurego.
- Potęgo Marsa, przemień mnie! – krzyknęła Rei i zmieniła się w
czarodziejkę z Marsa.
- Potęgo Jowisza, przemień mnie! – krzyknęła Makoto i zmieniła się w czarodziejkę z Jowisza.
- Kim wy jesteście? – spytały zaskoczone klony.
- Jesteśmy pięknymi wojowniczkami w szkolnych mundurkach. Walczymy o miłość i sprawiedliwość. Ukarzemy was w imieniu Księżyca! – krzyknęły.
- No to dawajcie! Pokażcie co potraficie! – ryknęły klony i wybuchły szatańskim śmiechem.
- Proszę bardzo! – powiedziała Bunny.
Przez pięć minut Bunny się biła z klonem. Wtedy Bunny z głowy zdjęła księżycowy diadem, który zaczął świecić.
- Księżycowy diademie, działaj! – krzyknęła Bunny i rzuciła diademem w klona, a on się nie rozpadł. To samo zrobiły Ami, Rei i Makoto, użyły swoich suparataków i klony się jednak nie rozpadły.
- Niemożliwe! – krzyknęła Bunny.
- CO?! – ryknęła Ami.
- To żarty?! – warknęła Rei.
- Nie! – wrzasnęła Makoto.
Już klony miały dopaść czarodziejki; gdy nagle wpada Tuxido.
Potem na jego widok nagle w oczach dziewczynek pojawiły się
różowe, bijące serduszka.
- Mój bohater! – pisnęła rozmarzona Bunny
- Patrzcie na te jego ruchy! – pisnęła ucieszona Makoto do Ami i Rei.
I w mgnieniu oka Tuxido rozprawił się z klonami.
- Zawsze do waszych usług. – rzekł Tuxido z ukłonem. Potem zasalutował im na pożegnanie i odleciał.
- A teraz lecę do Rovaniemi powiedzieć św. Mikołajowi, że byłyście w tym roku niegrzeczne! – syknęła Zora i poleciała swoim ścigaczem.
- Niedoczekanie twoje! – krzyknęła Bunny i wyjęła komunikator:
- Luna! Przyślij nam latające ścigacze! Już!
- Już się robi, Bunny! – krzyknęła Luna.
I w parę sekund pojawiły się ścigacze. Czarodziejki wsiadły na nie.
- Czarodziejskie ścigacze! Tryb lotny – aktywny! – krzyknęły. Odpaliły silniki, rozwinęły skrzydła i poleciały w górę. Wtedy zaczął się pościg z Tokio do Rovaniemi. Czarodziejki z determinacją ganiały na motorach Zorę, a ich serca tykały jak zegar ścienny: tik-tak, tik-tak, tik-tak, tik-tak, tik-tak, tik-tak.
W tym pościgu przeleciały nad Koreą, Chinami, Mongolią i Rosją, aż wreszcie doścignęły ją w Finlandii w Rovaniemi. Tam czarodziejki zsiadły z motorów i zaczęły walczyć z Zorą.
Później walka przeniosła się do fabryki. Po walce fabryka zabawek zmieniła się w ruinę. Dopiero w biurze św. Mikołaja rozgorzała się walka, którą przerwał sam św. Mikołaj.
- Kto śmiał zamienić moją fabrykę zabawek w pobojowisko!? –
groźnie syknął św. Mikołaj.
- No więc tak... – zaczęła kłamać Zora. – Chciałam cię prosić o prezent,
bo w tym roku ja byłam grzeczna, a nie te czarodziejki.
- Czyli, że to czarodziejki zniszczyły moją fabrykę zabawek?! – odparł lekko zdenerwowany św. Mikołaj.
- Nie, Mikołaju! – powiedziała ze łzami w oczach Bunny. –
Nie słuchaj jej, ona kłamie!
- Właśnie! – dodała Rei. – To wcale nie było tak! Zora zmieniła „Listę grzecznych dzieci” w „Listę niegrzecznych dzieci”. Ona zrobiła to, dlatego, że chciała wszystkim dzieciom zrujnować gwiazdkę i jako jedyne dziecko na świecie chciała dostać prezent. Przez to przemierzyłyśmy pół świata, by ją złapać właśnie w Rovaniemi. - Po tej historii nagle św. Mikołaj złagodniał.
- Aaa! Więc to wy jesteście tymi czarodziejkami, które walczą o pokój w kosmosie?
- Tak, zgadza się. Ja nazywam się Bunny, a to są Ami, Rei i Makoto.
- Bardzo dziękuję za to, że mnie uprzedziłyście. Mało brakowało, abym dał się zwieść tym kłamstwom. Na pewno zasłużyłyście na prezenty. – uśmiechnął się Mikołaj i wręczył czarodziejkom prezenty.
- Patrzcie, co ja mam! Pozytywkę! – ucieszyła się Bunny.
- A ja mam piłkę do skakania! – pisnęła Rei.
- A ja... zestaw gumek do włosów! – sepleniła z radości Makoto.
- A ja... encyklopedię na DVD – ucieszyła się Ami.
- A co do ciebie, ty połamana żmijo! – warknął groźnie Mikołaj do Zory. – Wpisuję cię na „Czarną listę Niegrzecznych dzieci”!.
Nagle pod stopami Zory ziemia się otworzyła, a ona wpada do piekła.
Wraz z zamykaniem się ziemi nagle słychać straszne organy i szatański śmiech. Potem czarodziejki spakowały prezenty do schowków w swoich czarodziejskich ścigaczach.
- Jeszcze raz bardzo dziękuję wam za pomoc. – powiedział św. Mikołaj.
- Nie ma za co, św. Mikołaju! – odparła Bunny. – Żegnamy cię.
I czarodziejki odpaliły silniki w motocyklach, rozwinęły skrzydła i poleciały do góry w niebo.
- Do widzenia! I wesołych świąt! – krzyknął św. Mikołaj im na pożegnanie.
- Wesołych świąt! – odkrzyknęły św. Mikołajowi czarodziejki i pomachały mu
na pożegnanie.
I czarodziejki lecą pod niebem nad ziemią z Rovaniemi do Tokio.
Nagle film stanął w miejscu.
- Bunny, chyba się zabujałaś w Tuxido! – Makoto zmieniła temat.
- Nie. – Bunny pokiwała głową przecząco. – A ja myślałam, że to wy.
- Zabujałaś się! – naciskały Ami i Rei.
- Nie! – odparła Bunny ze śmiechem.
Więc Ami i Rei zaczęły jej dogryzać:
- Bunny pocałuje Tuxido! Bunny pocałuje Tuxido!
A Makoto też zaczęła dogryzać Bunny:
- Bunny i Tuxedo wezmą ślub! Bunny i Tuxido wezmą ślub!
- No dobra! – zgodziła się Bunny. - Może jednak go pocałuję.
Na to Rei, Makoto i Ami wybałuszyły oczy:
- COOO!?





KONIEC


Dodaj dowcip



*Dowcip:



Przepisz kod:

* - pola obowiązkowe
Kawaly.natacy.pl nie roszczą sobie żadnych praw do zamieszczonych na stronach serwisu dowcipów. Kawały są zamieszczane zarówno przez ekipę jak i przez przypadkowe osoby, które miały pecha tutaj trafić. Jeżeli więc jesteś autorem jakiegoś dowcipu, który tu został zamieszczony, potrafisz to udowodnić i nie chcesz by inni mogli czytając go sobie poprawić nastrój, skorzystaj z formularza zamieszczonego na pod stronie kontakt.

blondynki | o bacy | o władzy | po alkoholu | ta teściowa | z cyklu przychodzi baba | zagadki | inne |
Copyright © 2008 www.kawały.natacy.pl - dobre dowcipy